Kwieciszewo

Kwieciszewo, gmina Mogilno.

Po sfotografowaniu nieczynnego kościoła ewangelickiego, z którym, jak widać na pierwszy rzut oka, coś jednak zaczęto kiedyś robić i chyba porzucono zamiary, zaczepiamy wyelegantowanego około 30-letniego autochtona (koszula w kratę wpuszczona w dżinsy, męska torebka przez ramię i adiki na nogach) i pytamy o cmentarz ewangelicki.

– W sensie po Niemcach? – precyzuje po swojemu autochton.
– Tak, po Niemcach, niech będzie. – odpowiadamy.
– A, to musicie się cofnąć, jak na Poznań, i… A ch*j, i tak idę do kumpla, to was zaprowadzę. To po drodze. Przepraszam, zawiany jestem trochę, ale… – mityguje się.
– Spoko, weekend jest. – odpowiadamy.
– No właśnie. A ja z Monachium wróciłem.
Uprzejmy i wesoły autochton prowadzi Nas przez wieś i opowiada, kiedy pytamy, co z kościołem. 
– Nic nie robią. Zaczęli robić, to zrobili dach i co? I ch*uj, ku**a, muszą zdejmować teraz dach, bo zrobili źle i dostali nakaz założenia dokładnie takiego, jak oryginalnie był. A na tym cmentarzu, to my mieliśmy taką swoją melinę, za chłopaka. Się zawalił grobowiec, to my tam bimberek, te sprawy… – Koło szkoły przejdziecie… O! Widzisz?
– To wzgórze? – dopytujemy.
– Tak, ten obszar, to tam jest ten cmentarz po Niemcach.
Idziemy, oglądamy, nasz nowy znajomy, kiedy wracamy, krzyczy do nas jeszcze zza płotu, czy znaleźliśmy. Owszem…

Stan cmentarza, jak większości w okolicy. Zarośnięty niemiłosiernie, ale to chyba dzięki temu zachowała się niewyobrażalna w skali kraju, liczba żeliwnych ogrodzeń kwater. Zużyte prezerwatywy i opakowania po tychże świadczą o tym, iż miejsce jest często uczęszczane, a życie w tym miejscu nadal… tętni… Jednak się nie zaczyna…